Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2013

W czerni.

Prosta spódnica już od dłuższego czasu chodziła mi po głowie. Wiedziałam, że będzie miała wypustki... i na tym moje wyobrażenie o niej się kończyło. Nawet nie miałam odpowiedniego materiału, żaden zalegający w domu się nie nadawał. Aż tu nagle, dokładnie we wtorek, trafił się materiał idealny... a wypustki to resztki oczywiście.







Model spódnicy wybrałam z burdy 06/2009. Model miał zaznaczone miejsca na wypustki i to zadecydowało o jego wyborze, cóż zwyciężyło moje lenistwo, bo nie musiałam sam ich rysować...


Oczywiście przerobiłam go nieco, wszak to miała być prosta spódnica. Zrezygnowałam  z portfelowego przodu, suwak wszyłam z tyłu.
Zajrzyjmy jeszcze do środka


Kieszonka z tyłu to atrapa.
Myślałam, że spódnica będzie pasowała do koszuli z ostatniego postu, ale niestety nie pasuje... ale tworzy zgrany duet z szarą bluzką.



Koszula prawie idealna.

Zamarzyła mi się koszula. Taka prosta, z podwiniętymi rękawami, ze wstawkami z jeansu... Wybrałam model z burdy 04/2011 i uszyłam...



Skróciłam rękawy i dodałam rygielki do ozdoby. Musiałam też odciąć pliskę przodu, bo była skrojona razem z przodem. Nie przyszyłam też guzików pod samą szyją, bo raczej nie noszę tak koszul.





Ale... to jeszcze nie jest to o czym myślałam. Po uszyciu okazała się dość dopasowana i trochę krótka... a miało być szeroko... i trochę dłużej... Ze względu na to, że miałam mało materiału rękawy poszerzyłam tylko trochę, a chciałam by były szersze... To samo dotyczy całej koszuli. Albo poszerzę ten wykrój, albo znajdę inną formę. Jedno jest pewne, będą kolejne koszule... Co nie znaczy, że ta mi się nie podoba... przeciwnie, jestem z niej mega zadowolona.

Szaro, buro i ponuro...

Taki właśnie jest mój dzisiejszy uszytek... ponury jak pogoda za oknem. Bluzeczka powstała z miękkiej, szarej dzianiny. Wykrój był kombinowany. Powiększyłam dekolt i wydłużyłam rękawy. W modelu burdowskim były krótkie.


Elementem ozdobnym jest pliska z czarnej dzianiny i rygielki przy rękawach, też z tej samej dzianiny. Wykończenie dołów jak zwykle podwójna igła.



Tym razem szło lepiej... Szycie podwójną igłą to droga przez mękę... nitki się plączą... zrywają się... ale efekt wart jest poświęcenia. Zdecydowanie bardziej wolę się pomęczyć niż wszędzie wszywać ściągacze z podwójnie złożonego materiału. A po drugie nie wszędzie taki ściągacz pasuje...

Prezentowana bluzka to nie jakiś imponujący model... czasem piękno tkwi w prostocie. Już obmyślam do niej prosta spódnicę...

Energetycznie.

W ostatnich dniach pochłonęło mnie sprzątanie w domu, takie mega sprzątanie łącznie z malowaniem ścian... Jeszcze nie skończyłam. Dopiero ogarnęłam pokój w którym szyję i kuchnię (niedługo pokażę efekty). Jako przerywnik musiałam coś uszyć... coś prostego... coś szybkiego... coś co mi się teraz przyda... Bluzka, chyba kultowa. Czy jest ktoś kto jej nie szył? Model 123 z burdy 09/2012.


Energetycznie pomarańczowo z granatowymi wstawkami. Zrezygnowałam z rozcięcia z tyłu. Bluzka i tak swobodnie przechodzi przez głowę.

















Dół wykończony podwójną igłą... mnie też wykończył... nerwowo...  i dół, i igła... Dobry sposób na wykończenie dołu bluzki z dzianiny, ale ta igła nie chciała ze mną współpracować!


Gdyby nie problemy z podwójną igłą szyło się bardzo szybko. Myślę, że to powtórzę. W innej tonacji kolorystycznej, plus ciekawe dodatki typu kieszonka lub suwak...



SERDECZNIE WITAM NOWYCH OBSERWATORÓW!!!!!! Cieszę się, że już Was tyle!!!!!


Płaszcz.

Sprawca moje niebytu na blogu... zimowy płaszczyk. Jak on mi działał na nerwy w trakcie szycia, już myślałam, że nie skończę tego projektu, że rzucę to w kąt. W trakcie prac początkowych wyglądał mało zachęcająco, byłam zrozpaczona. Szwy mi się nie zgadzały, nie wiem ile razy prułam, ale prułam i szyłam, prułam i szyłam... Pierwszego dnia uszyłam część wierzchnią, na dzień następny zostawiłam sobie wszycie podszewki. Musiałam się zmobilizować, bo wierzcie mi, chciałam to znów rzucić w kąt. Już po głowie chodził mi kolejny projekt... Myślę sobie: "uszyję coś prostego, odpocznę od płaszcza i wrócę do niego z nowym zapałem" . Ale to pogorszyłoby tylko sprawę, więc usiadłam i skończyłam. I będę nieskromna... podoba mi się!!!! Opłacało się troszkę pomęczyć. Jestem tym bardziej zadowolona, że się nie poddałam i doprowadziłam to szycie do końca. Często zdarza mi się coś porzucić w trakcie szycia a potem nie mogę do tego wrócić.







Wykrój pochodzi z ubiegłorocznej grudniowej burdy. R…

Dwa kawałki materiału...

Zwykłe, najzwyklejsze dwa kawałki materiału, kupione w zupełnie innym celu niż zostały spożytkowane. Miały z nich powstać spodnie dla najmłodszej (dlatego wczorajszy post miał taki a nie inny tytuł)... cóż, kobieta zmienną jest i dziś rano, gdy spojrzałam na te materiały jak leżały sobie razem... OŚWIECIŁO MNIE...
Oto tkaniny...
A tutaj już z wykrojem, z którego korzystałam (widać też skrawek burdy) A oto efekt mojej pracy...  Kamizelka. Na przodzie dodałam patki do ozdoby,a z tyłu rygielki. I w patkach, i w rygielkach zrobiłam dziurki i przyszyłam guziki. Cała kamizelka odszyta jest podszewką. I mogę powiedzieć tylko tyle, że kosztowała mnie całe 4 zł. Kocham szycie... Wszystkie te tkaniny wyszperałam w koszu z resztkami... każda za złotówkę... plus guziki... no i mamy nowego ciucha w szafie.

To jeszcze nie koniec.

Zrobiło się trochę nudno... tylko spodnie i spodnie, a to jeszcze nie koniec, jak mówi tytuł. Dziś wypróbowałam nowy model. Korzystałam z najnowszej burdy. Jeszcze skorzystam z tego modelu, bo ładnie wyglądają. Zmieniłam tylko pasek, a raczej z niego zrezygnowałam, wszywając ściągacz. Na tyle naszyłam kieszonki.
Uszyłam tez krótkie spodenki z mankietami. Korzystałam z poprzedniej formy. W pasie wszyta jest gumka, przy mankietach rygielki z guzikami. Słabo to widać, ale rygielki są podwójne... (brak zajęcia). Spodenki są naprawdę krótkie, coś na wzór szortów letnich, ale będą noszone teraz do grubych rajstop.